Od autorki




Ważkami zajmuję się od 2002 roku. Z zawodu jestem geologiem, od 2008 r. już nieczynnym zawodowo. Jestem „umiarkowanym mieszczuchem”. Urodziłam się i całe życie mieszkam w Warszawie. Jak tylko mogę, a obecnie mogę coraz częściej, uciekam z miasta na wieś, gdzie mamy działkę rekreacyjną. Są to mazowieckie pola, łąki i lasy w okolicy Mińska Mazowieckiego niedaleko rzeki Rządza.

W 1998 roku zbudowaliśmy tam z mężem niewielkie oczko wodne o powierzchni kilkunastu metrów kwadratowych. Mimo, że zbiornik ten jest całkowicie sztuczny, uszczelniony folią, okazało się, że przyciąga do siebie ogromne ilości żywych istot. Pierwsze pojawiły się pluskolce Notonecta sp., nartniki Geris sp. i pływaki żółtobrzeżki Dytiscus marginalia. Później sprowadziły się do naszego oczka toniaki Acilius sulcatus, krętaki Gyrinus natator, a nawet płoszczyca Nepa cinerea. Wiosną zaczęły składać skrzek żaby trawne Rana temporaria i ropuchy szare Bufo bufo, później przyszły żaby wodne Rana esculenta i traszki zwyczajne Triturus vulgaris. W okolicy widywałam często rzekotki drzewne Hyla arborea. To był moment, w którym poczułam nieodpartą chęć dokumentowania całego tego świata. Kupiłam pierwszy aparat cyfrowy, zaczęłam zbierać książki.

Pierwsze ważki zauważyłam w 2002 roku. W 2004 roku urzekła mnie żółto-czarna gadziogłówka żółtonoga Gomphus flavipes, która przyleciała nad nasze oczko wbrew wszelkim zasadom, bo żyje nad dużymi rzekami, a u nas płynie niedaleko tylko zupełnie mała rzeczka Rządza. Gadziogłówka właśnie nasze oczko wybrała sobie, aby tu zakończyć życie. Mogłam zrobić jej mnóstwo zdjęć, cóż z tego skoro nie wiedziałam, co fotografuję, a i z samą fotografią nie bardzo sobie radziłam. Ciekawość nie dawała mi spokoju. W żadnej z posiadanych książek takiej ważki nie znalazłam. Jak znaleźć ważkę nie znając jej nazwy?

Poszukiwania w internecie doprowadziły w końcu do kontaktu z Jackiem Wendzonką, autorem kluczy do rozpoznawania ważek, z którym korespondencję utrzymuję do dziś, a także z Pawłem Buczyńskim z Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej, obaj ci panowie zawsze chętnie wyjaśniają mi wszelkie wątpliwości, za co jestem im bardzo wdzięczna. Od jesieni 2009 roku kontaktuję się z ważkolubami na łamach forum entomologicznego www.entomo.pl/forum od roku 2010 jestem członkiem Sekcji Odonatologicznej Polskiego Towarzystwa Entomologicznego.

Pierwsze opisy napotkanej fauny zaczęłam zamieszczać na stronie internetowejdzięki uprzejmości Leszka Bieleckiego — właściciela witryny z Brzegu Dolnego. Tam wstawiałam swoje zdjęcia żab, rzekotek, traszek, ropuch, różnych związanych z wodą owadów, w tym ważek. To Leszek wymyślił, że w menu ważkowym powinny być zdjęcia obu płci ważek, bo kompletny laik nie zna ich nazw, tak jak ja ich kiedyś nie znałam. Teraz też zamieszczam takie menu. Pozwala ono znaleźć „tę żółto-czarną ważkę, którą wczoraj sfotografowałam”. Wkrótce zaczęłam opracowywać na podstawie własnych i przysłanych zdjęć strony dotyczące poszczególnych gatunków ważek. Wszystko to można obejrzeć po kliknięciu w logo „Mojego stawu” zamieszczone powyżej.

Od wielu lat korzystam ze współpracy z Piotrem Mikołajczukiem, młodym miłośnikiem przyrody z Międzyrzeca Podlaskiego, który zaopatruje mnie w fantastyczne zdjęcia „zdobytych” przez niego, coraz to nowych, gatunków ważek. Jestem mu za to bardzo wdzięczna. Od roku 2009 otrzymuję doskonałe zdjęcia od Jarosława Wenty z Zakopanego http://krokus.tpn.pl/wenta/jw.html, w tym kilku nowych gatunków ważek. Z czasem swoje zdjęcia zaczęło przysyłać kilkadziesiąt osób z różnych stron Polski, których nazwiska przytaczam na stronach, na których ich fotografie występują. Serdecznie dziękuję wszystkim, którzy pozwolili mi ze swoich zdjęć korzystać i, rzecz jasna, proszę o jeszcze.

W roku 2009 Leszek Bielecki zrezygnował z regularnego aktualizowania swojej witryny. W natłoku innych prac i zainteresowań nie znajdował już wystarczającej ilości czasu. Do końca roku wstawiałam tam jeszcze swoje opracowania. Od nowego 2010 roku postanowiłam skonstruować i prowadzić własną stronę internetową na własnej domenie. Przeprowadzka, dokonana z wprowadzeniem innej grafiki i poprawkami merytorycznymi wynikającymi z permanentnego pogłębiania wiedzy, musiała potrwać. Zwłaszcza, że to, czego nauczyłam się dzięki cierpliwości i życzliwości Leszka pozwalało wprawdzie na rozbudzenie apetytów, ale siłą rzeczy nie było wystarczające do samodzielnej działalności.

W chwilach słabości moi kibice przypominali — a pamiętasz, co pisałaś na stronie „Mój staw”? — chodziło im o zamieszczony tam rodzaj motto:
>>Zdjęcia robione tylko „na efekt techniczny” mogą imponować, ale nie pasjonować. Do pewnego tylko stopnia jest zabawne „ściganie się” ze sprzętem, później lepiej ścigać się z przyrodą i własną słabością. Moje marzenia się spełniają — prawie bez wyjątku. Dotyczy to również zdjęć. Jestem uparta i mam czas czekać. Wcześniej czy później trafia się możliwość zrobienia dobrego zdjęcia.<<

Czekało mnie mnóstwo pracy, wiele rozczarowań i nauki. Jestem uparta. W końcu nie mogło się jednak obyć bez pomocy fachowca. Pomocy w konstruowaniu strony i udzielenia mi „korepetycji” podjął się Stanisław Sarnecki, młody, zdolny i pełen inicjatywy. Już po paru dniach współpracy doskonale się dogadywaliśmy. Za jego ogromny trud jestem mu szczerze wdzięczna. Z taką pomocą i to marzenie musiało się spełnić!


Tak powstała strona
— serdecznie zapraszam do jej oglądania.